Kierowca jest najlepszą reklamą

2018-10-01

Jeśli szofer mnie zna, to poleca moją firmę kolegom. To najlepsza rekomendacja – mówi Tadeusz Dera, właściciel Deraserwis z Mysłowic.

DERASERWIS_2018_00074.jpg

W tym roku firma obchodzi 15-lecie Jakie były jej początki?

Po ukończeniu Politechniki Śląskiej na Wydziale Transportu Samochodowego rozpocząłem pracę w przedsiębiorstwie Transgór Mysłowice, która do 1990 roku zajmowała się obsługą transportową okolicznych kopalń, dowożeniem pracowników i wywozem kamienia pogórniczego. Była to duża baza transportowa z warsztatami naprawczymi i biurem dyrekcji. W okresie transformacji ustrojowej przedsiębiorstwo okazało się niewydajne i miało kłopoty. Wspólnie z kolegą wydzierżawiliśmy warsztaty naprawcze Transgóru i utworzyliśmy spółkę z o.o. zajmującą się naprawą pojazdów. W kryzysowym 2000 roku traciliśmy zamówienia, czynsze za dzierżawę rosły, a zatrudnialiśmy wówczas 40 osób i mieliśmy 16 stanowisk naprawczych. Nie mieliśmy żadnego wsparcia i po sześciu latach działalności musieliśmy ogłosić upadłość. Długotrwały i skomplikowany proces upadłości spółki z o.o. doprowadziliśmy do końca, a wszyscy pracownicy dostali odprawę. Kolega zatrudnił się u dilera, a ja od istniejącej tu firmy transportowej wydzierżawiłem dwa stanowiska naprawcze i założyłem firmę Deraserwis, zatrudniając pięciu pracowników. To był rok 2003.

Trzon załogi stanowią więc pracownicy z dawnego Transgóru Mysłowice. Organizacja była prosta – ja, majster, pracownicy i pani do biura. Klientów przybywało, więc zacząłem przyjmować nowych pracowników, tych których wcześniej musieliśmy zwolnić. Z czasem wykupiłem dwa stanowiska i spłaciłem je sprzedającemu naprawami jego pojazdów. Przez 10 lat nabyłem części hali warsztatowej. Dzisiaj posiadam wykupioną halę i 4 stanowiska kanałowe, pomieszczenie z prasą, spawarką i tokarkami. Obecnie zatrudniamy 18 osób, ale organizacyjnie niewiele się zmieniło. Zajmuję się obsługą klientów, ale jak trzeba jechać samochodem na próbę drogową, to wsiadam za kierownicę, gdyż mam uprawnienia na prowadzenie ciężkich pojazdów.

Jak dowiedział się Pan o sieci Q-Service Truck?

W 2004 roku odwiedził mnie Kazimierz Neyman, który z ramienia Inter Cars organizował sieć warsztatów naprawiających samochody ciężarowe. Wówczas mu odmówiłem, bo chciałem być niezależny. W promieniu kilku kilometrów mam czterech dużych dostawców części i uważałem, że nie trzeba się wiązać tylko z jednym. Po pięciu latach jednak zdecydowałem się przystąpić do sieci Q-Service Truck i jestem zadowolony. Inter Cars, w odróżnieniu od innych dystrybutorów, trzyma pewien poziom jakości części, więc stał się naszym głównym dostawcą. Z ramienia Inter Cars mam opiekuna, który informuje nas o nowościach, proponuje dokupienie nowego wyposażenia. Teraz za bonusy zakupowe kupujemy osprzęt do wyciągu spalin. Jeżdżę na spotkania warsztatów sieciowych, mile wspominam zimowy pobyt w Kazimierzu Dolnym, w którym jest nawet górka z wyciągiem narciarskim. Narciarstwo to moja pasja. Na takich spotkaniach poznajemy się nawzajem i nawiązujemy współpracę w ramach sieci. Przyjaźnię się z kolegą z Sosnowca, który też ma warsztat należący do sieci Q-Service Truck. Wzajemnie sobie pomagamy, pożyczamy sobie specjalistyczne klucze, dzielimy się wiedzą.

Jakie samochody naprawiacie?

Z reguły naprawiamy samochody starsze niż pięć lat, najczęściej marek Renault i MAN. Posiadamy też autoryzację firmy Jelcz i wykonujemy przeglądy gwarancyjne i przeprowadzamy akcje naprawcze nowych pojazdów tej marki, obecnie wojskowych. Klienci przyjeżdżają do mnie, chociaż w okolicy kilka warsztatów ma autoryzację Jelcza. Jesteśmy też autoryzowanym serwisem firmy Feber. W naprawach młodszych samochodów występuje problem z dostępem do fabrycznej technologii napraw, dlatego chętnie wysyłam pracowników na szkolenia – ostatnio byli na kursie z pneumatyki. Szkolenia organizuje Inter Cars, ale są prowadzone przez przedstawicieli producentów podzespołów. Ja osobiście uczestniczyłem w szkoleniu z zakresu uznawania reklamacji i prawnej odpowiedzialności warsztatu za wykonaną usługę. W przypadku trudnych napraw lub wątpliwości, co do technologii danej naprawy, pomagają nam pracownicy autoryzowanych serwisów. To często moi byli pracownicy, jeszcze z Transgóru, którym też pomagam, gdy oni mają jakiś problem.

Jaki jest zakres świadczonych usług?

Naprawiamy wszystkie marki samochodów ciężarowych, naczep i przyczep. Dokonujemy remontów siodeł, zaczepów, osi, silników i skrzyń biegów. W tej chwili nie mamy formalnej autoryzacji producentów siodeł czy osi, ale mieliśmy ją wcześniej, więc posiadamy odpowiednią wiedzę i doświadczenie. Wykonujemy dużo prac remontowych i spawalniczych, w tym aluminium. Teraz mamy dużo pracy np. z aluminiowymi zbiornikami paliwa w pojazdach MAN. Producent ten wypuścił partię samochodów z dużymi, aluminiowymi zbiornikami paliwa z przegrodami zafalcowanymi, a nie spawanymi. Z powodu takiej konstrukcji, w wyniku napierania paliwa przegrody się przesuwają i tworzy się pył, który przedostając się do paliwa, uszkadza układ wtryskowy Common Rail. My przecinamy zbiornik w dwóch miejscach i spawamy te przegrody, by się nie przesuwały, ale taka naprawa wymaga umiejętności spawania aluminium. Mamy też dużo pracy spawalniczej przy aluminiowych naczepach. Remontujemy także sporo wozów straży pożarnej, głównie na podwoziach Renault – w niektórych przypadkach przerabiamy całą instalację elektryczną, poszycie z blachy, część również malujemy. Oferujemy szerszy zakres usług niż serwis autoryzowany, który w zasadzie tylko wymienia części. My możemy uszkodzony element naprawić lub zregenerować. W okolicy jest wiele warsztatów, ale klienci przyjeżdżają do mnie, gdyż obsługujemy ich kompleksowo. Klient zostawia u nas pojazd, a my zajmujemy się resztą. Korzystamy z rzeszy wyspecjalizowanych podwykonawców naprawiających lub regenerujących np. pompy wtryskowe, wtryskiwacze, rozruszniki, alternatory i ogumienie. W ramach umowy z wyspecjalizowanymi podwykonawcami realizujemy także usługi lakiernicze i naprawy wałów napędowych. Teraz nawet krzyżaka nie wymieniamy: zawożę cały wał do fachowca i po naprawie montuję do auta. Z jego usług korzystają również autoryzowane serwisy. Co prawda zatrudniam elektryka i elektronika, ale w przypadku skomplikowanych napraw, np. elektronicznych jednostek sterujących, korzystam z firm zewnętrznych. Jeśli jest taka potrzeba, korzystam z pobliskiej stacji diagnostycznej. Jakość świadczonych usług jest dzisiaj bardzo ważna, a to my bierzemy całą odpowiedzialność za naszą pracę i naszych podwykonawców. Dlatego ważne jest, z kim współpracujemy, ale po 30 latach obecności na rynku, wiemy do kogo możemy się zwrócić. We własnym zakresie naprawiamy skrzynie biegów i przeprowadzamy remonty silników, ale tego rodzaju usług jest coraz mniej. Istotny jest też dobór wykwalifikowanych pracowników, większość obecnej załogi jest ze mną od 30 lat i nikt nie odszedł dobrowolnie.

Jak się układają stosunki z klientami?

Mam stałych klientów, bo jestem długo na rynku i nie narzekam na brak pracy. Raz na 15 lat działalności zdarzyło się, że czekałem na klienta. Z nadmiarem pracy jest problem, gdyż klienci muszą dłużej poczekać na realizację zlecenia, co nie jest dla nas korzystne. Wpadliśmy w kierat i nie mamy czasu odpocząć. Chcąc utrzymać ten biznes, musimy angażować się ponad siły. Często wysyłamy zdjęcia klientom z uszkodzonymi lub zużytymi podzespołami, np. okładzinami ciernymi, by udokumentować konieczność ich wymiany. Teraz obsługujemy więcej dużych firm transportowych, kiedyś przeważali mali przewoźnicy. Dostawy części z Inter Cars są realizowane cztery razy dziennie i są to części wysokiej jakości. To ważne, bo to ja odpowiadam przed klientami i udzielam gwarancji. Jeśli po dwóch tygodniach od wykonania usługi klient wraca z reklamacją z powodu wadliwej części zamiennej, którą mu zamontowałem, to ja mam z tego powodu problemy. Klient nie ma pretensji do producenta części, ani dostawcy, ale do mnie. Doszedłem do wniosku, że trzeba kupować markowe części, a Inter Cars właśnie takie ma. Namawiam klientów na zakup części wysokiej jakości, ale są też tacy, którzy chcą przeprowadzić naprawę jak najtaniej, bo „zaraz sprzedają auto”, chociaż potem jeszcze jeżdżą nim przez pięć lat. Jeśli klient chce zainstalować tanią część, musi ją sam kupić i wtedy udzielamy gwarancji tylko na montaż.

Czy będzie Pan rozwijał firmę?

Zostało mi jeszcze 1,5 roku do emerytury, powstał więc problem sukcesji. Mam dwie córki, dwóch zięciów i dwóch wnuków. Jeden zięć prowadzi sklep motoryzacyjny, drugi pracuje ze mną. Musimy się zastanowić, kto w rodzinie przejmie firmę. Ja mogę pracować, dopóki mi zdrowie pozwoli, ale biznes trzeba później komuś przekazać.

Jak Pan sobie radzi z konkurencją?

W okolicy jest sporo warsztatów, ale jest też dużo samochodów wymagających serwisowania. Górny Śląsk to bardzo dużo miast i jeszcze więcej ludzi. Pracy jest więc wystarczająco, problem polega jednak na tym, żeby usługę wykonać solidnie, w miarę tanio i z dbałością o kierowcę. Dla mnie kierowca jest najlepszą reklamą. Jak szofer mnie zna, to poleca moją firmę kolegom. Nagłą awarię pojazdu na drodze staram się usunąć w pierwszej kolejności.

Jak Pan dba o kierowców?

Przede wszystkim rozmawiając z nimi. Najważniejsze, by się zainteresować kierowcą oczekującym na zakończenie naprawy, opowiedzieć dowcip. W autoryzowanych serwisach są specjalne pomieszczenia dla klientów oczekujących, którzy mają oglądać telewizję i nie chodzić po hali napraw. Ja pozwalam szoferom zajrzeć na halę i sprawdzić, na jakim etapie jest naprawa. W tym czasie mogą też przy swoim aucie wykonać jakieś drobne prace. Mam przewagę nad korporacjami, bo to ja ustalam zasady, a oni mają procedury.

Udostępnij na Facebook
Udostępnij na Twitter
Udostępnij na LinkedIn
Wysłane e-mailem
;